Kategorie: Wszystkie | Inne | Know-how | Świadectwo
RSS
poniedziałek, 26 października 2009

"Ballada z trupem" Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego to kolejny majstersztyk szafiarstwa. Tym razem jednak - oglądany z drugiej strony szafy.

 

wtorek, 20 października 2009

Pisze do nas (odręcznie) pan Edward Częstochowski:

   "Dom Pogodnej Starości powiadają! Ha! To, panie dziejku, jest oflag a nie dom! Personel co prawda żeński ale między Bogiem a prawdą to w Poruszawie, w trzydziestym dziewiątym, łatwiej się było dogadać. Leutnant von Oschcipke jaki był, taki był ale przynajmniej był człowiekiem honoru. A tu, panie dziejku, dyscyplina taka, że z kolegami nawet myśleć przestaliśmy o ucieczce. Przeskoczenia muru, w naszym wieku, nie braliśmy nawet pod uwagę a odkąd siostra Adela nakryła emerytowanego porucznika Wierciszewskiego na kopaniu podkopu przy pomocy podprowadzonej ze stołówki chochli, zaczęli nas pilnować tak, że nadzieja zupełnie w nas upadła. Zresztą Wierciszewski, człowiek słabej pamięci i równie słabego poczucia kierunku, tak zrył cały okoliczny teren, że aż strach było schodzić pod ziemię. Zawał pewny.

Oficerki   Co było robić. Zeszliśmy do podziemia (metaforycznie) i rozpoczęliśmy bierny opór. Tak jak nas uczyli na kursie: wszystko powoli, z niewzruszonym wyrazem twarzy, kasza na stołówce przeżuwana dostojnie, a kolega to specjalnie sypał sobie piasek w piasty wózka, żeby trudniej go było pchać. I tak żyliśmy sobie w naszym oporze aż do chwili, kiedy na żeński oddział przywieźli panią Jadwigę.

   Och ta pani Jadwiga! Mimo swoich 75 lat wyglądała jak młódka! A zgrabne toto, a wdzięczne. Czterech mężów ponoć pochowała a jeszcze tyle w niej było wigoru. A kiedy na człowieka spojrzała to aż miękko się robiło w kolanach i wąs sumiasty podkręcało się zupełnie odruchowo. Więc w końcu pomyślałem: furda bierny opór! Furda siostra Adela! Furda bóle w krzyżu! - podprowadziłem ze stołówki łyżkę do zupy i zacząłem kopać. Ale podkop tym razem nie prowadził za mury - prowadził do pokoju pani Jadwigi.

   Przebiłem się pod łóżkiem. Akurat był wczesny świt a że nie chciałem jej przestraszyć, kopiąc ostatnie metry owinąłem swoją wierną łyżkę onucą. Przez długą chwilę łapałem oddech a potem wygramoliłem się spod drewnianej pryczy i subtelnie chrząknąłem. Pani Jadwiga niestety niedosłyszała już, więc moja subtelność zdała się na nic - spała nadal. Miała prześliczne usta i wspaniałe, białe zęby. Te ostatnie obejrzałem sobie dokładnie, podnosząc szklankę do oczu. Wspaniała robota!

   Nie czekając dłużej, zrzuciłem łachy i wpakowałem się pani Jadwidze pod pierzynę. Krzyknęła zrazu, obudzona nagle, ale już po chwili, kiedy ukoiłem jej przestrach czułymi słówkami, sfolgowała, sięgnęła dyskretnie do szklanki a potem uśmiechnęła promiennie. Ha panowie! Jak to mówią: stary ułan nie rdzewieje! Cóż to mógł być za świt! Świt bogów! Świt niezapomniany! (przynajmniej przez dłuższą chwilę). Niestety! Kiedy zdobywałem jej ostatnie transzeje, za drzwiami dały się słyszeć charakterystyczne chodaki siostry Adeli. Chodaki - koszmar, chodaki - groza, wyrzeźbione z jakiegoś piekielnego drzewa chodaki dla niedosłyszących.

   Czasu było tylko tyle aby wyskoczyć z łóżka (jak młodziak, panie dziejku, jak młodziak!), zakonspirować ujście podkopu i dopaść szafy pani Jadwigi. Ona sama, spłoszona i spanikowana, z niepokojem patrzała za mną, jednocześnie próbując jakoś doprowadzić do porządku, naruszoną moimi wojennymi działaniami, garderobę. Stuk chodaków rozbrzmiewał coraz wyraźniej.

   Co było dalej, mogłem się tylko domyślać po odgłosach dobiegających zza zamkniętych drzwi szafy. Siostra Adela ewidentnie coś zwęszyła, bo stukanie chodaków rozlegało się nadal bardzo wyraźnie. Szukała mnie. Szukała czegoś. W pewnej chwili, zupełnie znienacka, drzwi szafy zaskrzypiały pod nagłym szarpnięciem. i otwarły się na oścież. Na tle jaskrawego okna zobaczyłem ostre kontury siostry Adeli.

   Siostra Adela gapiła się w głąb szafy przez niekończące się minuty. W końcu zamknęła ją powoli, wydała pani Jadwidze pastylki i wyszła. Echo jej grania gasło coraz bardziej aż wreszcie utonęło w milczeniu korytarzy. A ja błogosławić zacząłem moje partyzanckie lata i nabytą wtedy sztukę kamuflażu. Tą samą, która sprawiła, że siostra Adela po otwarciu szafy ujrzała jedynie szare szeregi sukienek..."

poniedziałek, 05 października 2009

Dzięki uprzejmości ebe4, majstersztyk szafiarstwa z kraju o długiej i bujnej szafiarskiej tradycji:

13:50, debergerac , Inne
Link Komentarze (5) »