Kategorie: Wszystkie | Inne | Know-how | Świadectwo
RSS
czwartek, 16 lipca 2009

   Wielu z nas szafiarzami zostaje przez przypadek, instynktownie, co sprawia, że u podstaw prawdziwego szafiarstwa zawsze leżała i leżeć będzie bystrość umysłu i umiejętność improwizacji. Jest jednak kilka podstawowych zasad, których powinniśmy przestrzegać, pewien niepisany (do tej pory) kodeks, z jednej strony definiujący szafiarstwo jako takie a z drugiej ułatwiający nam codzienny szafiarski trud:

  1. Z oczywistych względów szafiarzem można zostać tylko wtedy jeśli nasza wybranka jest mężatką lub przebywa w związku. Może to być związek homoseksualny ale tylko jeśli partnerka wybranki wizualnie (tudzież jeśli idzie o muskulaturę i znajomość sztuk walki) nie różni się nazbyt od mężczyzny.
  2. Wartość naszego szafiarstwa rośnie proporcjonalnie do wzrostu, zarostu, obwodu "w kablu" oraz porywczości partnera wybranki.
  3. Należy unikać pań o nazbyt nowoczesnych gustach jeśli idzie o umeblowanie mieszkania. Może się bowiem okazać, że w sytuacji krytycznej jedynym miejscem ucieczki będzie szafa podobna do tej:

    Koszmarny sen szafiarza
  4. Ucieczki do garderoby nie można liczyć jako uprawianie szafiarstwa. Garderobiarstwo to zupełnie inna dziedzina sztuki i jako taka rządzi się odmiennymi prawami.
  5. Wszelkie modne obecnie "systemy zabudowy" szaf są niehumanitarne i powinny być ścigane na mocy jakiejś konwencji. Jak bowiem można się schować np. w czymś takim?

    Brr

    A trzeba pamiętać, że w szafiarstwie przede wszystkim liczy się człowiek.
  6. Szafiarstwo dzielimy na pasywne i aktywne. Pasywne, wtedy gdy nie zostaniemy znalezieni a aktywne gdy zostaniemy. Angielska literatura mówi o szafiarstwie indoor lub outdoor.
  7. Grzebanie z nudów po kieszeniach palt i płaszczy w szafie jest naganne moralnie i jako takie powoduje wykluczenie ze społeczności.
  8. W szafiarstwie aktywnym najważniejsza jest tzw. faza wykrętu, następująca zaraz po fazie nakrycia. Faza ta decyduje o klasie i umiejętnościach szafiarza. Udane szafiarstwo aktywne kończy się polubownie. Mistrzowie gatunku potrafią nawet zaprzyjaźnić się z nakrywającym i pożyczyć od niego sto złotych do wtorku.
  9. W odróżnieniu od zakonu szafiarek, w szafiarstwie męskim ubiór nie jest znaczący. Liczy się natomiast oczywiście pewna osobista schludność.
  10. W fazie nakrycia powinniśmy wciągnąć powietrze, brzuch, stanąć na palcach i ogólnie wyglądać na groźniejszego niż w rzeczywistości. Chyba że wymagania fazy wykrętu sugerują inne zachowanie (patrz wykręt na pana-co-się-ukrywa-od-wojny).

To na razie tyle, żeby nie znudzić. Wkrótce dalsze informacje i następne listy do redakcji.

14:17, debergerac , Know-how
Link Komentarze (5) »
środa, 15 lipca 2009

Pisze do nas starszy aspirant Doliniacki Jerzy z Łodzi:

   "Heh, na patrolu nic się nie działo to mówię do kolegi - Jarek, popilnuj trochę dzielnicy a ja tylko wyskoczę do jednej znajomej co mieszka za rogiem, żeby wzmóc w niej poczucie bezpieczeństwa pod nieobecność konkubenta. Jarek pokiwał tylko głową (on małomówny jest  i melancholijny od czasu kiedy chciał się sprawdzić jako mężczyzna i próbował wylegitymować miejscowego dresiarza) więc nie gadając już więcej bo i o czym - poszłem do tej Zofii, lat 24, niekarana.

   Zośka, sądząc po tym jak gorąco mnie przyjęła, miała nader niskie poczucie bezpieczeństwa. Po pobieżnym zabezpieczeniu terenu podjąłem więc czynności mające na celu zmianę tego stanu, ćwicząc z nią podstawowe chwyty ju-jitsu, pokazując jak się używa kajdanek, mówiąc przez megafon, że wszelki opór jest bezcelowy itp. Zośka nader chętnie poddawała się czynnościom śledczym i byłbym ją nawet wypuścił przedwcześnie za dobre sprawowanie ale nagle - dzwonek do drzwi i gmeranie w zamku!

   "Mąż! - zapiszczała osadzona - Rozkuj mnie i zmykaj do szafy!" Sprawnie to nawet poszło i zanim drzwi na posesji się roztwarły i do pomieszczeń wkroczył konkubent, ja już siedziałem w szafie. Bez munduru. Tylko legitymację zdążyłem chwycić.

   Konkubent wparował jak oddział antyterrorystyczny i dalejże przewracać mieszkanie do góry nogami. Nie minęła chwila jak W szafie człowiek się czuje jak w pudle...drzwi od szafy stanęły otworem a ja - oko w oko, ząb w ząb z rozwścieczonym Rozwłóczewiczem Jakubem, lat 36, karany wielokrotnie za pobicia (niejednokrotnie ze skutkiem śmiertelnym).

   Już chciałem paść na kolana i błagać o litość, kiedy błysnęła mi zbawcza myśl. Pokazałem odznakę i mówię: "Dzień dobry obywatelu! Aspirant Doliniacki Jerzy z wydziału Zapobiegania Kradzieżom Kieszonkowym. To rutynowa kontrola. Sprawdzamy ubrania w szafach naszych kochanych obywateli, czy aby dobrze zabezpieczone przed kieszonkowcami. Muszę powiedzieć, że tu akurat nie jest z tym najlepiej..." - i zrobiłem zafrasowany wyraz twarzy.

   "Jaka kontrola?!! Po nagu??!!" - zakrzyknął wysokim głosem wyraźnie zbity z pantałyku Rozwłóczewicz - "A taak, po nagu" - odparłem - "to żeby była u obywatela pewność, że nic nie zginie z szafy w czasie kontroli. Takie przepisy prosze pana. A teraz ubiorę się, spiszemy wnioski pokontrolne i po sprawie." Rozwłóczewicz stał z rozdziawioną gębą kiedy się ubierałem a Zośka udawała rozgniewaną tą nadmierną zazdrością oblubieńca. Spisałem, które kieszenie trzeba dodatkowo zabezpieczyć, zasalutowałem i oddaliłem się pospiesznie.

   Trzeba jednak będzie przesłuchiwać na komisariacie. Drzwi tam pewniejsze.

Pisze do nas pan Bogdan Hartbitowicz z Pasłęka (lek.med.):

   "U nas na kardiologii czasami bywa nudno. Są takie tygodnie, kiedy na ostrych dyżurach można się po prostu z tych nudów przekręcić. Karty już się sprzykrzyły, w telewizji nic nie ma, sudoku rozwiązane i gdyby nie pielęgniarki - nie byłoby co robić. A jest u nas taka jedna Mariolka, co jak asystuje przy operacji to chłopaki celowo upuszczają narzędzia żeby zobaczyć jak się będzie po nie schylać.

   Więc ja do niej: "Pani Mariolu, wieczór taki jest spokojny i upalny a to za oknem to pewnie słowiki więc o spaniu dzisiaj mowy nie ma, to może przejdźmy się trochę po świeżym powietrzu bo to podobnież bardzo dobrze robi na krwiooobieg". Mariolka zachichotała, parsknęła, zachichotała jeszcze raz i odparła wreszcie: "Ależ panie doktorze a jak pacjenci zobaczą?". "A co to pani Mariolu? Okulistyka? To kardiologia jest, więc jakby co to mogą tylko mieć serce i patrzać w serce" - odparowałem podparłszy się wieszczem i wbiłem w pielęgniarkę dwoje moich oczu roznamiętnionych i ostrych jak skalpel.

   Mariola okazała się wobec wieszcza bezsilna i już po chwili spacerowaliśmy czule objęci. A że deszcz zaczął mżyć, koleżanka w trosce o moje górne drogi oddechowe zaproponowała żebyśmy przeczekali u niej bo akurat mieszka tu niedaleko, w bloku a małżonek Zbigniew jak raz przebywa w delegacji więc nie będzie miał nic naprzeciwko.

   Mieszkanko niczego sobie. A że zmokliśmy już co nieco, to w trosce o zdrowie zdjęliśmy mokre rzeczy żeby przeschły. No a potem, żeby nas nie zawiało - weszliśmy do łóżka, pod kołdrę (bo przeziębienia po zawianiu są najgorsze). I tak od słowa do słowa tętno 120, tętno 160, tętno 180... a tu nagle słychać klucz w zamku a pobladła przedstawicielka białego personelu szepcze do mnie ze zgrozą: "To mąż! Wrócił wcześniej! Uciekaj Bogdan do szafy - tej o tu!".

W głąb króliczej nory...

   Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Wyskoczyłem z miłosnego łoża, dopadłem szafy (jak na ironię był to model PAX z IKEI) wskoczyłem i czekam co dalej. Zza drzwi dochodzą mnie pomruki zdezorientowanego małżonka i wspinający się na coraz wyższe poziomy obłudy mezzosopran Mariolki. Jakieś odgłosy szamotania, westchnienia i nagle światło - drzwi od szafy się otwierają i staję oko w oko z panem Zbigniewem, człowiekiem już grubo po czterdziestce, obdarzonym sporą tuszą, wąsikiem, kapeluszem i teczką, której nie zdołał jeszcze w całym tym zamieszaniu odłożyć.

   Myślałem że już po mnie ale widzę, że pan Zbigniew blednie, chwyta się za okolicę zamostkową, poci jak bóbr i w końcu - rrrrryms! - leży jak długi. Wypadałoby skorzystać z sytuacji i zwiać ale myślę sobie - Hipokrates to jednak Hipokrates. Zawołałem Mariolkę, zrobiłem przedwcześnie przybyłemu małżonkowi masaż na otwartym sercu, dodałem kilka fantazyjnych bajpasów (bo noszę zawsze w kieszeni parę sztuk - przydają się jak kran na oddziale cieknie), zaszyłem a w oczekiwaniu na wybudzenie z narkozy zdążyłem jeszcze wykonać masaż na otwartej Mariolce, pozbierać rzeczy z łazienki, wypisać recepty i wyjść, całując damę we wdzięczną i omdlewającą dłoń.

   Ratownictwo medyczne stoi u nas na naprawdę wysokim poziomie."

   Zewsząd dobiegają nas informacje o Szafiarkach - o zakonie panien co to z niczego potrafią się ładnie ubrać i same sobie być dyktatorkami mód. Człowiek otworzy telewizor (którego nie ma bo nie płaci abonamentu) a tam Szafiarki, kupi gazetę kolorową - Szafiarki, w Internecie - Szafiarki, w lodówce - Szafiarki, w szafie - aaaaaa - a w szafie Szafiarek nie ma!

   Któż bowiem znajduje się w szafie i patrzy teraz na nas zmieszanym wzrokiem? Szafiarz. Najczęściej niekompletnie ubrany lub ubrany w nasz garnitur, zza kołnierza którego wystaje jeszcze pałąk wieszaka. Usiłujący sprawiać wrażenie, że go tu nie ma lub że dajmy na to sprawdzał właśnie (urzędowo) bezpieczeństwo konstrukcji szafy. Albo szczelność rur z gazem. Udający zabłąkanego kominiarza lub zdezorientowanego inkasenta.  Zrezygnowany albo gotów do negocjacji. Wyskakujący jak kot zamkniety w łazience lub gramolący się powoli i mrużący oczy do światła.

   Postać Szafiarza pojawia się w historii ludzkości jednocześnie z Szafa na jednego mężczyznę z epoki drewna łupanegopojawieniem się szaf i garderób w damskich sypialniach. Założe się, że już pierwsza szafa jaką średniowieczny wielmoża podarowal swojej wielmożance przed wyjazdem na krucjatę była zamieszkana nie gorzej niż hotel w mieście średniej wielkości. Historykom znane sa wszak odkrywane na wewnętrznych ścianach szaf tajne znaki i ryte drżącym paznokciem inskrypcje i zaklęcia ("Wracaj kumie do roboty", "Ileż on jeszcze będzie gadał", "Ta koszula jest przecież jeszcze całkiem dobra", "Tu byłem..." lub trywialne: "Ratunku!").  Niektóre ze starodawnych szaf mogą się nawet pochwalić wyżłobionymi w swoim wnętrzu śladami bosych męskich stóp. Co więcej - niektóre mają nawet kilka par takich wyżłobień.   

   Szafiarzami bywali ludzie sławni i zamożni. Szafiarzem z pewnością bywał sam Giacomo Casanova (z ang. case - teczka, mała szafa) a na wewnętrznych deskach wielu renesansowych szaf przeczytać możemy fragmenty wczesnych sonetów Francesco Petrarki. Jak choćby tego, odnalezionego niedawno:

Z jakiejż to sfery piekieł do jasnej cholery
wrócił tutaj ten żonkoś - wszak miał w Mediolanie
pozostać do niedzieli a tu bach mospanie!
wpada do domu nagle, wcześniej o dni cztery!

O Lauro moja nieszczęsna! O czyjaż to wina
że miast wielbić twą szyję, całować twe loki
udaję w szafie surdut a ty robisz gnocchi
i jeszcze prawa noga drętwieć mi zaczyna?

Szafa moim więzieniem i moim potrzaskiem -
gdzieś tam jest zieleń krzewów oraz niebios błękit,
lecz nie wyjdę bo cham mi obtłuc może maskę

a nie mogę w profesji mej przeciążać ręki
więc siedzę, piszę wiersze i bawię się paskiem.
Wiesz że się nawet mieszczę w niektóre sukienki? 

(Francesco Petrarka, szafa z drugiej połowy XIII wieku, mahoń)

   Szafiarzami byli książęta i hrabiowie, doże i kasztelani, rycerze i mnisi, hiszpańscy hidalgowie i waleczni wizygoci, synowie ponurych wikingów i roztańczeni greccy pasterze, słowiańscy kmiecie i francuscy trubadurzy (choć ci - zazwyczaj szybko sie dekonspirowali). Szafa, jako symbol miejsca pokuty, przeniknęła nawet do tradycji kościoła rzymskokatolickiego, w którym do dzisiaj większość konfesjonałów ma kształt szafy właśnie. Nie jest to również przypadek, że szwajcarskie miasto słynące z produkcji zegarków nosi nazwę Schaffhausen - nikt bowiem nie zna się na odmierzaniu z wolna płynącego czasu jak szafiarze właśnie.

   Oto więc blog poświęcony szafiarzom. Ich doświadczeniom, wzlotom i upadkom. Będziemy tu relacjonować wydarzenia prawdziwe, będziemy podawać świadectwa tych dzielnych młodych (i starszych) mężczyzn w (nie)swoich skrzypiących, drewnianych skrzyniach. Zapraszamy.

 

11:44, debergerac , Inne
Link Komentarze (10) »
1 , 2